środa, 16 lipca 2014

Wesele.

Czeeeść.

 12 i 13 byłam na weselu. Było bardzo fajnie.
 Porobiłam masę zdjęć, (większość rodziny, których tu nie wstawię) ale roślin itd. też.
 Zdjęcia były robione na przemian: raz moim aparatem i rodziców..



 -- Mam jakiegoś bzika na punkcie tej perspektywy :/


 -- Good morning!



 -- Coś mi się w tym zdjęciu podoba..
    Może ta "ostrość"?










 -- I gdyby ktoś chciał wiedzieć, tak wygląda mój, a raczej moich rodziców aparat.


 - I był też fenomenalny, bajeczny, niesamowity pokaz ogni.
 -- Aparat rodziców nie nadążał za tymi fajerwerkami..







 


Podczas naszego wyjazdu Miałkot został w domu z moją rodziną, niestety.

  Gdy nas nie było, w sobotę (12) Miałkota udusił Toto. Chciał się z nim bawić. Mam ogromny żal do nich...


 I teraz go NIESTETY nie ma.
  Odszedł.
   I to pod moją nieobecność.
   Żałuję, tak bardzo żałuję.
   Tęsknie, tak bardzo mi go brakuje. Płaczę nocami, nie potrafię i nigdy o nim nie zapomnę.  Nie chcę jeszcze opowiadać jak to się stało, bo niestety wiem. Nie teraz.



        Ale trzeba wstać, i żyć dalej.
          Ponoć wszystko dzieje się po coś..

                   Ale jeszcze nie wiem po co.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz